
Znów zostałam wytypowana do napisania (z racji iż Soumy się nie umie wysłowić, a Nyap jest zajęta konwersacjami).
Ogólnie podsumowując: przez weekend (zaczęty w środę wycieczką integracyjno-morderczą) nastąpiło totalne odmóżdżenie ze skutkiem natychmiastowym.
Zaczynając od środy. Środy popołudniem, kiedy to molestowałyśmy azjatów na rynku w Kazimierzu Dolnym. Może nie dosłownie molestowałyśmy (łuhuhu...~), ale zdjęć to oni mają sporo. W ramach odwetu my także możemy się pochwalić paroma fotami na karcie pamięci pana japońskiego fotografa. Jak wszyscy wiemy żadna porządna integracja nie może obyć się bez zupek chińskich (zostając przy azji >W<). Gorzej jeśli okazuje się iż zupek chińskich w pudełeczkach brak w najbliższej okolicy. Ale spokojnie, spokojnie - pasta jeeeeest ;3 . Innym problemem okazał się brak przyborów coby tą pastę skonsumować. Jedne pałeczki (i to jednorazowe) na trzy osoby to coby nie mówić troszku kiepskawo. Ale WIG daje rade i nie marnuje pasty zesłanej. Zgrzytająca podłoga. Molest. Rozmowy do późna. Następnego dnia ćwiczonka relaksacyjno-wyciszająco-integrujące, czyli 'kto włączył to darcie' oraz 'daj mi spać'. Niestety nasi niedoszli modele zdążyli się ulotnić z miasta. Tup tup drept po miliardach schodów na basztę i kolejny miliard w dół. Jednakżesz po zejściu (czy tam zwleczeniu się) nastąpiła orgia zmysłów w naleśnikarni i herbaciarni. Naleśniki wielkości talerza totalnie napchane tym co dobre. Herbatka o smaku pączka oraz czajniczek o wadze dwudziestu kilo. Po tym wszystkim nie mogło zabraknąć pokolacyjnej pasty, tym razem z odpowiednią ilością pałeczek. Zaścianowa orgia. Filmy 'dźgnij mnie'. Molest. Makao. Gadanie. Lunatykowanie. Pantosy w truskawki. 'Nóżką tup tup'. Godzilla kontra laska. Ostatniego dnia integracji między ludzkiej kolejna wizyta w herbaciarni. Che Mee Panda, Chiński ogród (?), Ealr Grey, czekolada... Przy okazji znalazłyśmy festiwal piwa wersja top secret. W ramach dnia bezpastowego zarządzono jedzenie lodów. Jednakże nie tylko my robimy ludziom zdjęcia. Coprawda my z zaskoczenia i tajniakiem, a nam totalnie jawnie i tuż przed nosem. (autor proszony o zgłoszenie się na rozstrzelanie) . Co jeszcze można było zauważyć - w Kazimierzu na straganach można zakupić mały zestaw sado-maso z czerwonymi kajdankami lub też, jeśli nie stać cię na cały zestaw, można zakupić same różowe futerkowe kajdanki, które się przydają o czym można przekonać się w soboty. Spać. Herbatka. Spać. Podróż. Biszeeee~. Podróż. Soboty jako dzień wolny sprzyjają spotykaniu ludzi z daleka. I tak też się dzieje na spotkaniach śląsko-japońsko-nieokreślonych. (zaraz po zakupieniu gustownego cosplaya - prawie że kompletnego - Georgiego) Tour de deptak, cisza w mcdonaldzie to zuo, cisza na ulicy to też zuo,
'na na na nai! nyappy!', pani króliczek, cosplay ery, strój ludowy domestosa, kibice pod spodkiem, parkingi w silesi, wiele innych (nie krępujta się dopisać).
George. Molest. Nyappy~! '
zielone zielone zielone'.
W niedziele bliżej nieokreślone oglądanie MTV i innych dziwnych stacji, których w domu się nie posiada, więc trzeba korzystać. Przy okazji dawno nie spożywane pokarmy na telefon. Czuć jak w brzusiu wszystko wyżera.
'we're golden'. Asia-chaaan~!
Poniedziałek, czyli totalnie powrót do przeszłości. Boli boli boli. Cztery godziny przed sztalugami z ninją w jednej sali. Dwadzieścia szkiców, plus te z innych zajęć. Reszta totalnie nudnych lekcji.
Boli. Ninja w fartuchu.
Jutro, kiedy to już zaliczymy wszystkie pasjonujące lekcje, wypad na peruki. Wypuścić nas na miasto to może być z lekka szalony pomysł. Uciekajcie kiedy tylko usłyszycie trzyosobową głośną, niepozorną grupkę. W sobotę do Katowic też nie radzę sięwybierać.
Ja chce być na sakura dejuuu~ Zróbcie coś onegaiii~ TToTT
Ale ja umiem się poprawnie wysławiać. =.=''