sobota, 5 grudnia 2009

Wigtingowe Mikołajkourodziny



Więc... nastał grudzień, śnieg wbrew pozorom wyprzedził w tym roku reklamę Coca-Coli, a w naszym dziwnym województwie zapalili lampki na całorocznych ozdobach świątecznych. Ku chwale ojczyzny wigowej Towarzysze nasi wierni. Zacznijmy zatem sprawozdanie na żywo z niespodziewajki wyreżyserowanej przez ekipę Wielkiego Imperium Ganima." Ane, Ane nie zapomnij o urodzinach Kuby!"-wykrzyknęła Soumy, wgryzając się w pełnowartościową bułkę z serem żółtym."I ketchupem"- dodała najmłodsza Ganimowiczka, Zombi (bo kto normalny oddycha 6 razy na minutę). "JA!". Tak ty, Sou. Jesteś stuprocentowym zombie w człowieku. Co zamierzamy robić, zapyta zapewne każdy wyznawca naszej wiary.Towarzysze, za prawdę powiadam Wam, będziemy nawracać i rozszerzać nasz kult (dziękuję Souzou) jednostek. Z racji tego, iż nie będę Deidarą (tak i będę to podreślać za każdym razem) uprasza się o nie nazywanie mnie narutardem.
Sou chyba zaliczyła bliskie spotkanie trzeciego stopnia z dywanem przy pomocy deskorolki. O podtekstach nie napiszę, ponieważ jest to stały element nawracania, o którym dobrze wiecie.

Motto " Mości Panie pochwalony" drugie po "Dobry pornol nie jest zły"


Może około nocy zrobimy edit jeśli nie ogłupiejemy po Azumandze.

poniedziałek, 23 listopada 2009


*szamotu szamotu*
Zostałam pojmana, zniewolona i zmuszona do napisania.
Hm, no co to się działo do tej pory.
Wiele śląskich miast jest nawiedzanych przez WIG-tingi, które czasem przedłużają się aż do rana. W czasie zajęć edukacyjnych WIG kontynuuje swe cosplayowe projekty (co może zostawmy w tajemnicy, mimo iż to i tak wycieka przy każdym najmniejszym wspomnieniu o cosplayu), rozpoczyna szerzenie Yhey{s} owej nauki (*muzyczka rodem z kiepskiej reklamy* już niedługo w internecie) oraz działa na tle wizualno-mózgo-urojeniowym pokazując swoje niezbyt normalne produkcje rysunkowe dzieła na widok publiczny (TU KLIKNIJ). W wolnych chwilach łapiemy pokemony lub urządzamy turnieje ataków anim(e)owanych. Czasem odprawiamy też słynne konkursidło *muzyczka rodem z 'jaka to melodia'* 'jakie to animeee~' , ponieważ niektóre cosplaye są świetne jeśli chodzi o pomysłowość 'jak zrobić jak najbardziej niepodobną postać do zamierzonej'.
W naszym kręgu grasują wszelakie formy życia. Ostatnio zauważyliśmy razem z Yheyową ferajną, iż Soumy (co rzeczywiście może kojarzyć się z jej prawdziwą formą, choć wmawia sobie, że to kłamstwo, prawie tak jak szanowny dziadziunio Gackcio twierdzi, że ma 469 lat) robiąc sześć wdechów na minutę udowadnia są ukrytą Zombiakowatość. Ale nie napiszę więcej, ponieważ opary z żelatyny bulionowej (bo jak wszyscy wiemy żelatyną z bulionem płótna gruntuje się najlepiej) szkodzą nieodwracalnie. Teraz tylko dwa litry śnieżki. I pamiętajcie - tylko nie chrapcie.
Mam nadzieje, że wszyscy czują się usatysfakcjonowani. Niestety więcej już nie wymyśle ^o^
Merlinie, Merlinie dajże mu ten ekskalibur!

niedziela, 1 listopada 2009

kya


Drodzy bracia i siostry.Wierni wyznawcy Wielkiego Imperium Ganima. Minęło już tyle czasu od ostatniego wpisu iż mogły Was ogarnąć wątpliwości co do naszego istnienia na tym świecie.Spokojnie najmilsi ,drużyna W.I.G powróciła z bagażem doświadczeń życiowych w blogowe strony.Zacznijmy więc właściwą część pierwszą tej opowieści dziwnej treści.

Dawno,dawno temu *od 2 tygodnie* trzech założycieli największej,najcudowniejszej i najbardziej utalentowanej istniejącej partii udało że do zacnego miasta zawnego Sosnowcem *nazwa pochodząca zapewne od rosnących tam sosen,które z biegiem czasu ewoluowały w sygnalizację świetlną* w celu zawitania na konwencie-Porytkonie. Oczywiście nie była to błaha podróż mająca na celu tylko spędzenie wolnego czasu poza domem.Jak zapewne wiadomo propagande należy szerzyć cały czas.Towrzysze za prawdę powiadam wa,szerzyłyśmy wszystko co WIG-owskie. Posunęliśmy się nawet o krok dalej: można było zobaczyć nas w baśniowych strojach rodem z anime Paradise Kiss. Oczywiście wszystko szyte ze specjalnych wykrojów,których nikt ,poza nami nie zdobędzie. Amen. Poznaliśmy wielu interesujących ludzi będących dla nas źródłem inspiracji. Skłoniło nas to do inicjatywy nowej typowej dla WIG akcji ,a mianowicie Wigting-ów. Są to rodzy wyznawcy tajne spotkania organizowane przez Zarząd. Mamy już za sobą pierwszy wigting ,a w planach następne. Relacji wierni nasi poddani oczekujcie soon.

piątek, 16 października 2009


Ya-hoo!~~ =3=

Miało mi to zająć mniej niż zajęło, ale ważne, że się w końcu za to zabrałam. xP

Baczność! Zbiórka w dwu szeregu frontem do mnie! Kolejno *chwila napięcia* odlicz! Wszyscy są? To dobrze. Zaczynamy! >o< *wiwaty*

*patrzy na poprzednią notkę* Tak naprawdę to nie pamiętam dokładnie co się wtedy działo. ^o^'' Wiem, że dawno nie było notki, a tyle się działo! Działo się tyle, że wszystkiego nie pamiętam. *myśli* To opiszę te pozostałe. ^.^

Jak towarzysze zauważyli W.I.G. planuje plan zaplanowania planu strategicznego (patrz zdjęcie) w najbardziej niestrzeżonym miejscu w Katowicach czyli McDonaldzie. Z racji tego, że Raichu nie zwołał meetingu, a niektórzy z nas mają potrzebę regularnego zmacania pewnych osób (tak to o tobie nyap), zapewniliśmy sobie rozrywkę. ^o^'' Co dokładnie robiliśmy? Było godzinne stanie na zimnie z pudełkiem pełnym robionych ciasteczek (=.=''), pochłanianie hamburgerów z bratnią duszą (=3=), było granie na różnego typu maszynach do gier (np. DDR albo strzelanki), a także wypad do Będzina. Wbrew pozorom mój pokój przeżył najazd, a nawet można by rzec, że wyszło mu to na dobre. ^o^''

Pozwolę sobie dopisać, że jakieś dwa tygodnie temu W.I.G. został zaproszony na degustację gorącej czekolady domowej roboty. I wierzcie mi na słowo towarzysze, była PYSZNA! =3=

*nad głową zapaliła się żarówka* Zapomniałabym! Przecież była środa! Czyli Dzień Edukacji Narodowej, który wasz kochany Sztab Generalny musiał uczcić wypadem do Kato na meeting. ~^.^~ Niestety nie było tak kolorowo, powiedziałabym, że nawet szaro. Szaro i mokro. Nie wiem czy to przez tą pogodę czy przez... nie to zdecydowanie wina pogody. >o<''

Ale nie taki diabeł straszny jak go malują, prawda? Dzisiaj, z racji tego, że normalni uczniowie są w szkole, a ci z plastyka buszują po M1 i Czeladzi, zakupiłyśmy co nieco na cosplay. Cóż to jest to "co nieco"? Już mówię: materiał na dziudajmową sukienkę a'la Miwako oraz peruki! >w< Zostaje nam tylko dokupić mega-wypaśne czerwone spodnie w kratę, białe buty i podkolanówki oraz kolczurkę dla Nyapowego psa Chihiro. ^o^'' A propos kolczurki mam takie, krótkie ogłoszenie:

"Jeżeli ktoś zobaczy w jakimkolwiek sklepie jedno-pasmową, czarną, kolczurkową obrożę dla psa, proszony jest o kontakt z W.I.G.-iem. Uprasza się jednak, żeby sklep znajdował się na terenie śląska. Koniec ogłoszenia. Dziękować. -^.^-"

Wracając do W.I.G.-owych planów, przypominam wszystkim, że 24 X jest Pikachukon! My mamy zamiar pojawić się w cosplay-u, a wy musicie to zobaczyć czyli.... OBECNOŚĆ OBOWIĄZKOWA! ;] W.I.G. będzie czekał na swoich wiernych poddanych. >o<

Na dzisiaj to tyle. Nie przegapcie następnej notki! ^.^ Baczność! Spocznij! Rozejść się!

poniedziałek, 28 września 2009

Sakura day


Wiatjcie wierni wyznawcy Wielkiego Imperium Ganima.Z tej strony towarzysz Nyap, niestrudzony po bataliach w 4story,pełniący dzisiaj role bajarza.Ale spokojnie drodzy bracia i siostry,nie będę opowadać niestworzonych dziwów o bohaterskich rycerzach czy pięknych inaczej Dulcyneach.Nie.Dzisiejszego wieczoru opowiem wam,kochane dziatki, o losach naszego zacnego Imperium.A wydarzyło się ostatnio tak wiele że nawet w 100 księgach tego nie pomieścicie.Na szczęście ,naszi drodzy wierni,macie najukochańszych w całym kosmosie przywódców,wielką trójce WiG , którzy zawsze odpowiedzą na nurtujące was pytania,wskarzą życiową drogę czy też pomogą naprawić rower. Jednakże ta notka ma na celu opowieść o poczynaniach WiG-u w ostatnim czasie.

Jak zapewne wszyscy już zauważyli w "Katowickim Grodzie" odbywają się meetingi fanów wszystkiego co wywodzi się z kraju kwitnącej sakury które zwą się "Sakura Day". Oczywiście nie mogło tam zabraknąć sztabu generalnego WiG. W tym momencie zostanę zapewne zlinczowany , ponieważ nie mam zamiaru opisywać doładnie naszych katowickich dokonań.Z prostej przyczyny: są na tym świecie rzeczy których nie da się dokładnie opisać. Dlatego ,aby nie przedłużać tego jakże krótkiego usprawiedliwiania, opowiem o kluczowych hasłach tego jakże owocnego spotkania. Właśnie: owocnego.Tylko w co?Już odpowiadam: w podteksty,macanie,bi i paringi. Odbyła się masaowa demoralizacja Katowic. A na zakończenie:
Czy wiecie że człowiek gdy się przytula jest szczęśliwszy?

czwartek, 24 września 2009


To teraz czas na mnie. Jeszcze mnie nie znacie ale wiem, że już mnie lubicie. ^^ Dzisiaj to mnie przypadł zaszczyt opisania poczynań Wielkiej Trójki W.I.G. Tak naprawdę nic szczególnego się nie wydarzyło, nie licząc tego, że dostałam zawału kiedy usłyszałam cenę peruki na cospa, ale to się wytnie. Miałyśmy pójść na czekoladę do koleżanki, ale zrobiła sobie jednodniowe wagary, więc pozwoliłyśmy jej się cieszyć błogim spokojem. Dziś próbowałyśmy wypisać ewentualne cospy co by je później realizować, ale mało pamiętałyśmy z tego co oglądałyśmy/czytałyśmy, więc kończymy jutro. ^^'' Nie można oczywiście zapomnieć o naszym koczowaniu przed klasą, w której miała się odbyć lekcja j.angielskiego. A tak btw znacie może wyrażenie "our parents?". Wracając do wątku ropoczętego, którego skutek widzimy u góry, to nigdy nie oddzielajcie się od klasy gdy nie jesteście pewni czy pani jest w ogóle w szkole. Skutkuje to później trasą "sklepik-dół-góra-dół-góra-dół-biblioteka" z gorącą czekaladą w ręce (i na ręce =.=). Ale zostawmy te mało istotne rzeczy w spokoju świętym (jak nasza koleżanka Aleksandra), bo czas poruszyć sprawę tygodnia czyli... *fanfary* Dlaczego dziu nie może do jasne cholery jechać na SakuraDay? Odpowiedź jest równie prosta jak pytanie: Niestety Bóg dał nieograniczoną władzę panowania nad młodzieżą do lat 18 tyranom (czyt. rodzicom). Niestety dziu została ukarana przez siłę wyższą wyjazdem do rodziny. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem ,"c'nie"? Razem z Nyapp opracowałyśmy "wielki plan porwania dziu na sd!" *brawa*. Dziękuję, dziękuję! A jak nie wypali to udokumentujemy każdą chwilę,każde głupią sytuację, każdy oddech, każdy ruch... Choć może być to dla nas niewykonalne i tak to zrobimy! Więc dziuu nie pękaj jak szyby na dzisiejszym witrażu, bo masz nas! Oczywiście żadna dokumentacja nie będzie potrzebna, bo mamy zamiar porwać dziuu dla okupu, więc... Co jeszcze, co jeszcze, co jeszcze....*nuci tomato song~* Dobra ja już kończę, bo w końcu po 3 godzinach załadowało mi się 4story! Idę z psem jeszcze i będziemy grać. xD 4storowcy bójcie się W.I.G. nadchodzi!

dziu dopiskuje:
człowieki! info minenium
(i nie ma to powiązania z żadnymi Earlami czy akumami atakującymi jaworznickie osiedla z powietrza)
(tak Nyap ja ciebie też)
jade jade jade jade jadeeeeeee~
tj z ograniczeniem czasowym
(o ok 17 muszę w Jnie być >.<'''')
błeh. po co ja jadłam te ciaastka.

poniedziałek, 21 września 2009


Znów zostałam wytypowana do napisania (z racji iż Soumy się nie umie wysłowić, a Nyap jest zajęta konwersacjami).
Ogólnie podsumowując: przez weekend (zaczęty w środę wycieczką integracyjno-morderczą) nastąpiło totalne odmóżdżenie ze skutkiem natychmiastowym.
Zaczynając od środy. Środy popołudniem, kiedy to molestowałyśmy azjatów na rynku w Kazimierzu Dolnym. Może nie dosłownie molestowałyśmy (łuhuhu...~), ale zdjęć to oni mają sporo. W ramach odwetu my także możemy się pochwalić paroma fotami na karcie pamięci pana japońskiego fotografa. Jak wszyscy wiemy żadna porządna integracja nie może obyć się bez zupek chińskich (zostając przy azji >W<). Gorzej jeśli okazuje się iż zupek chińskich w pudełeczkach brak w najbliższej okolicy. Ale spokojnie, spokojnie - pasta jeeeeest ;3 . Innym problemem okazał się brak przyborów coby tą pastę skonsumować. Jedne pałeczki (i to jednorazowe) na trzy osoby to coby nie mówić troszku kiepskawo. Ale WIG daje rade i nie marnuje pasty zesłanej. Zgrzytająca podłoga. Molest. Rozmowy do późna. Następnego dnia ćwiczonka relaksacyjno-wyciszająco-integrujące, czyli 'kto włączył to darcie' oraz 'daj mi spać'. Niestety nasi niedoszli modele zdążyli się ulotnić z miasta. Tup tup drept po miliardach schodów na basztę i kolejny miliard w dół. Jednakżesz po zejściu (czy tam zwleczeniu się) nastąpiła orgia zmysłów w naleśnikarni i herbaciarni. Naleśniki wielkości talerza totalnie napchane tym co dobre. Herbatka o smaku pączka oraz czajniczek o wadze dwudziestu kilo. Po tym wszystkim nie mogło zabraknąć pokolacyjnej pasty, tym razem z odpowiednią ilością pałeczek. Zaścianowa orgia. Filmy 'dźgnij mnie'. Molest. Makao. Gadanie. Lunatykowanie. Pantosy w truskawki. 'Nóżką tup tup'. Godzilla kontra laska. Ostatniego dnia integracji między ludzkiej kolejna wizyta w herbaciarni. Che Mee Panda, Chiński ogród (?), Ealr Grey, czekolada... Przy okazji znalazłyśmy festiwal piwa wersja top secret. W ramach dnia bezpastowego zarządzono jedzenie lodów. Jednakże nie tylko my robimy ludziom zdjęcia. Coprawda my z zaskoczenia i tajniakiem, a nam totalnie jawnie i tuż przed nosem. (autor proszony o zgłoszenie się na rozstrzelanie) . Co jeszcze można było zauważyć - w Kazimierzu na straganach można zakupić mały zestaw sado-maso z czerwonymi kajdankami lub też, jeśli nie stać cię na cały zestaw, można zakupić same różowe futerkowe kajdanki, które się przydają o czym można przekonać się w soboty. Spać. Herbatka. Spać. Podróż. Biszeeee~. Podróż. Soboty jako dzień wolny sprzyjają spotykaniu ludzi z daleka. I tak też się dzieje na spotkaniach śląsko-japońsko-nieokreślonych. (zaraz po zakupieniu gustownego cosplaya - prawie że kompletnego - Georgiego) Tour de deptak, cisza w mcdonaldzie to zuo, cisza na ulicy to też zuo, 'na na na nai! nyappy!', pani króliczek, cosplay ery, strój ludowy domestosa, kibice pod spodkiem, parkingi w silesi, wiele innych (nie krępujta się dopisać).
George. Molest. Nyappy~! 'zielone zielone zielone'.
W niedziele bliżej nieokreślone oglądanie MTV i innych dziwnych stacji, których w domu się nie posiada, więc trzeba korzystać. Przy okazji dawno nie spożywane pokarmy na telefon. Czuć jak w brzusiu wszystko wyżera.
'we're golden'. Asia-chaaan~!
Poniedziałek, czyli totalnie powrót do przeszłości. Boli boli boli. Cztery godziny przed sztalugami z ninją w jednej sali. Dwadzieścia szkiców, plus te z innych zajęć. Reszta totalnie nudnych lekcji.
Boli. Ninja w fartuchu.
Jutro, kiedy to już zaliczymy wszystkie pasjonujące lekcje, wypad na peruki. Wypuścić nas na miasto to może być z lekka szalony pomysł. Uciekajcie kiedy tylko usłyszycie trzyosobową głośną, niepozorną grupkę. W sobotę do Katowic też nie radzę sięwybierać.

Ja chce być na sakura dejuuu~ Zróbcie coś onegaiii~ TToTT

Ale ja umiem się poprawnie wysławiać. =.=''

poniedziałek, 14 września 2009

Więc


Więc witam wszystkich gorąco w ten jakże przecudowny wrześniowy wieczór.Śpiewamy dziś stooo lat Miyaviemu i niech mu się wszystko w szczęściu powodzi ^^. No a teraz odniesienie do tego tu obok przedstawionego.Otóż... To ja znaczy się Nyap , ale to nie ma większego znaczenia zważywszy że twarz i tak jest zasłonięta.Liczy się raczej to co mam na sobie.A jest to nic innego jak pierwsza część mego cospa, a konkretniej Arashiego z Paradise kiss.Brzmi śmiesznie, czyż nie?Spokojnie,na pikaczukoniebędę wraz z mą żoną Miwako oraz z kochankiem Georgem. Widać że zdrowość umysłu została w moim przypadku poważnie nadszarpnięta w ciągu minionych dwóch tygodni o czym świadczy bezsens tej wypowiedzi.Jednakże,jak można nie zwariować jeśli ma się lekcje z wojownikiem ninja , który niewiadomo kiedy pojawia się za twoimi plecami. Dodam jeszcze że dziś czaszka przypominała mi sokowirówke ,parasol sałate,a czajnik-czołg. I omal nie doszło dziś do demoralizacji niewinnej istoty,nowoprzybyłej w progi naszego wariatkowa. Hahahahaaaaa. Więc wracając do głównego celu tej noty powtórze się po raz 1000 ale naprawde nie chce nosić obroży na szyji. Ale mus to mus. Pojutrze opuszczamy śląski padół kierując się down the street aż do Kazimierza dolnego Integracja towarzysze, integracja !

czwartek, 10 września 2009


Berry~!
Po dzisiejszym dniu można stwierdzić, że szkoła totalnie odmóżdża, pozbawia szaro-różowych komórek tudzież, tudzież...
Rozkrwawić się na witrażu, zawodowo odmienić to be, totalnie zmienić lekcje historii w kabaret, usnąć na matmie, żeby naściemniać na biologii.
A po szkole 'pasta, fiesta, siesta', czyli poszukiwanie widelców w Lidlu. Ale że w Lidlu bida z nędzą to należy się udawać do okolicznych superminimarketów, gdzie noży ci pod dostatkiem, ostatnie widelce się znalazły i jeszcze kubki do piwa na lidlowską NesTea. A jak wszyscy wiemy jeść pastę z sosem słoko-kwaśnym najlepiej jeść w zacisznym miejscu. Przeważnie zaciszne miejsca są na skrzyżowaniu misternie udeptanych ścieżek ludności mieszczańskiej. Po każdej dobrej i mega sycącej paście przychodzi czas siesty. A potem fiesty. Albo na odwrót. Siesta-fiesta nie może odbyć się bez deserków, ciasteczków ręcznej roboty.
I dobrze, że szkoła jest blisko, bo można schować kubki i widelce, któe będą czekać na następny obiadek. Szkoda tylko, że do domu daleko. Podróż z pełnym brzusiem podskakując w autobusie nie jest miła >o< Ale miłe aspekty też się znajdą. Może nie dla tych, którzy mylą numery autobusów.

" gdzie moja herbatka? *tąp tąp*
nyaku~! od razu lepiej! *siorb* "

Oha~!
Takie tam małe zamieszanie nadchodzi.
2w 1 jak ta dobra kawa. Chociaż bardziej tu pasuje 2 na 1.
W każdym razie co wyjdzie to się okaże z czasem.